I nie, nie jest to tylko kwestia zagranicznych portali. Było i jest głośno o tym w czołowych polskich mediach. Wystarczy przyjrzeć się niektórym nagłówkom:

 

Gorąco zachęcamy do lektury powyższych tekstów. Pięknie obnażają one prawdę o „wiarygodności” opinii w sieci. Jeśli ktoś jeszcze łudził się, że warto patrzeć na rekomendacje i/lub ostrzeżenia anonimowych internautów, ten szybko przejrzy na oczy.

 

No dobrze, ale co w takim razie można zrobić, kiedy chcemy dowiedzieć się, co o tym czy innym produkcie lub usługodawcy (dajmy na to – ekipie remontowej) sądzą inni? Jak sprawdzić czy dany produkt jest wart zakupu, a ekipa zatrudnienia? Możemy powiedzieć to, co zaobserwowaliśmy po sobie i naszych znajomych – pytajmy rodzinę i znajomych. To im najbardziej możemy zaufać i to im warto zaufać. Nie anonimom w sieci, bo to właśnie owa anonimowość i brak odpowiedzialności za słowa (poza – rzecz jasna – nieuczciwością marketerów) leży u podstaw wszystkich opisywanych tutaj wypaczeń.

Więcej o tym komu nie ufamy, a komu ufamy w kolejnym wpisie. Aby zaś zostawić Was w mimo wszystko dobrym nastroju, dzisiejszy wpis zakończymy tak :)

 

 

Ps. Wesołych świąt. Oby każdy Wasz zakup był trafiony i obyście się w Nowym Roku nie nacięli kierując się anonimowymi opiniami w sieci ;).